IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 F’shad Nunh - Wojownik walczący w zwarciu magią i nie tylko

Go down 
AutorWiadomość
Shadus

avatar

Liczba postów : 6
Join date : 04/11/2018

PisanieTemat: F’shad Nunh - Wojownik walczący w zwarciu magią i nie tylko   Pon Lis 05, 2018 12:09 am

Imię: F’shad Nunh
Wiek: 90
Rasa: Miq’o Te
Płeć: Mężczyzna Koteł
Wygląd:
Około 170, z białymi włosami zasłaniajacymi jedno oko. Białe, kocie oczy połyskują po obu stronach ciemnych barw wojennych rozciagających się przez całą twarz. Czarno- srebrny pancerz zrobiony ze wzmocnionej skóry dobrze przylega do ciała i nie krepuje ruchów. Na prawym ramieniu panccerza znajduje sie róg, służący do zadawania obrażeń. Dolna część stroju posiada swobodnie wiszący materiał, służący do dezorientacji przeciwnika. Na głowie nosi przepaskę z długim piórem.

Charakter:
Ukierunkowany na działanie, z mocnymi argumentami i piesciami. Nie posiada jakiegoś wielkiego poczucia sprawiedliwości, lecz nie skłania się ku złu. Akceptuje ogólnie przyjęte zasady, dopóki nie łamią jego przekonan, wiary lub kodeksu. Neutralny Dobry.

Historia:
Życie podczas wojny nie jest łatwe. Ciągły strach przed atakiem, grabieże, napaści i porwania były na porządku dziennym.
Nie byłem w wiosce nikim wyjątkowym. Ot zwykłym, młodym mężczyzną, zajmujacym się gospodarstwem.
Co jakiś czas do naszej wioski przychodzili Grimergaldczycy, aby ograbić nas z cześci zapasów. Nie było to najgorsze. Zawsze bowiem zostawiali wystarczającą iloość aby przeżyć. Do pewnego momentu...
W tym tragicznym dniu przyszli bez dowódcy.  Młodzi żołnierze, którzy przyszli pod moją nieobecność zabrali razem z plonami kobiety i dzieci. Wielu mężczyzn zginęło próbując ukryć swych najbliższych.
Po powrocie z miasta zastałem zgliszcza . Moja rodzina – siostra i brat zostali zabrani.
Nie minął tydzień, a już byłem w partyzantce. Wiedziałem gdzie ich zabrali. Podczas gdy planowaliśmy atak na ten obóz przybiegł posłaniec. Powiedział, ze cel naszego ataku został juz zniszczony.  
Natychmiast pobiegłem na miejsce. Pośród zgliszczy i stosów zwłok znalazłem swoją siostrę - Tię.
Była zszargana. Kiedy rozpaczałem nad jej ciałem, usłyszałem napastnika za mną. W ostatniej chwili uniknałem ciosu. Wykorzystując moment, w którym zachwiał się, rzuciłem się na niego. Na dłoniach miałem jedynie rekawice ze stalowym opiciem. Zacząłem okładać go z całych sił, az przestał się ruszać. Resztę pamiętam jak przez mgłę.
Ponad miesiać zajęło mi otrzaśnięcie się z ostatnich wydarzeń. Przystałem na stałę do rebeliantów. Uczyłem się walczyć pod okiem ich trenera. Nie wybrałem jednak miecza czy topora. Moim wyborem były bronie przypinane do przedramion, kastety, rekawice bojowe i khutary.
Trener mówił, że widzi potencjał. Jednak to, co przyniosły mordercze treningi jakie sobie narzuciłem, oraz ciągła walka z Grimergaldczykami sięgało o wiele dalej, niż wzrok osoby, która mnie szkoliła.
Żyłem z tego, co udało nam się ukraśc wrogom. Napadaliśmy na ich konwoje z zapasami, słabsze oddziały, mylilismy ich zwiad i ogólnie staraliśmy sie uprzykrzyć życie jak najbardziej.
Pewnego dnia naszym celem była wroga karawana z tajemniczym ładunkiem. Uderzyliśmy południem ze wzgórza, aby oslepić wroga i zasypać go gradem strzał.  W chwili, gdy łucznicy zwolnili cięciwy, my zbiegliśmy ze zbocza. Mieliśmy uderzyć pełną siłą.
Do tej pory pamiętam, jak jedna z zakapturzonych osób w przeciwnej armii uniosła rękę. Strzały zatrzymały się w powietrzy i po chwili opadły na ziemię. Widząc to moi towarzysze zaczeli wycofywać się jeden po drugim. Ale nie ja.
Chcąc obniżyć morale wroga rzuciłem się na osobę, która zatrzymała strzały. Unikając ciosów mieczy i włóczni powaliłem zakapturzoną osobę na glebę i już miałem zadać ostatni cios, gdy ujrzałem kogo atakuje. Była to przywódczyni jednej z sojuszniczych  frakcji. Zatrzymałem rękę w pół drogi. Ta sekunda zawachania wystarczyła, bym dostał potężnego kopniaka w żebra. Ledwie zachowując swiadomość stanąłem na nogach gotowy do walki. Przede mną stał rónież zakapturzony mężczyzna. Miał ponad dwa metry, a spod płaszcza wyciągnął jednoręczny miecz. Trzymając go w umięśnionej ręce wyciągnął go w moją stronę. Odruchowo zaatakowałem pierwszy. Wszystkie moje ciosy były parowane i unikane bez trudu. Czułem, że zginę, lecz przedtem chciałem zadać mu choć jedną ranę. Chyba dzieki mojej determinacji i desperacji odkryłem w sobie „moc”. Z całych sił nadepnąłem na ziemię podrzucając drobne kamyki i patyki na wysokośc torsu. Zadając cios wywołałem falę powietrza wyrzucającą wszystkie drobne przedmioty we wroga. Ten jednak szybkim ruchem ostrza wywołał podobną falę i  zmienił ich tor lotu. To jednak utworzyło mnóstwo kurzu, co pozwoliło mi wyprowadzić potężne kopniecie z wyskoku prosto w kark przeciwnika.  Gdy moja noga sięgnęła celu poczyłem ogromny ból, jakbym kopnał w skałę. Nie zdąrzyłem opaść na ziemię, a przeciwnik złapał mnie za noge. Sekunde później byłem już nieprzytomny.
Kiedy się ocknąłem, znajdowałem się w sojuszniczym obozie. Okazało się, że zaatakowaliśmy sojuszniczą frakcję, będącą na tajnej misji. Liderka elfów, którą zaatakowałem, podróżowała z generałem Ludzi. To właśnie z nim walczyłem. Po przebudzeniu dowiedziałem się także, że mój „wystep” spodobał się generałowi Rhabowi. Zaczął mnie trenować osobiście.
Nie minął rok, a wstapiłem do straży królewskiej. Został mi także przydzielony dość spory oddział.
Po kilku miesiącach nastąpił czas wielkiej bitwy. Sojusz wszystkich wolnych pańśtw walczył z Grimelgardem. Walki na taką skalę moje oczy jeszcze nie widziały. Wtedy byłem też świadkiem przyzwania Eikona. Ogromnego smoka, który przysłonił niebo. Niektórzy nazywali go Shinryiu. Na moich oczach spopielił cały mój oddział. Na koniec dnia bitwa była wygrana. Przypłaciło to śmiercią wiele tysięcy osób.
Mimo ogólnego zwycięstwa, nie mogłem pogodzić się ze stratą całego oddziału. Odszedłem ze straży królewskiej, aby samotnie podrózować i szukac ukojenia. Przemierzając samotnie krainę napotkałem na ślad mojego brata. Wiedziałem, że jest przetrzymywany w strażnicy na południu i tam szkolony na Grimelgaldczyka. Wyruszyłem więc tam. Atakując pod płaszczem nocy. Eliminując wrogów natknąłem  się na ogromną sale w której przeprowadzano jakiś dziwny eksperyment. Po środku wielkiego pomieszczenia w ziemię wbity był miecz. Wokół kilkudziesiędziu mężczyzn i chłopców. Wśród nich mój brat. Miecz okazał się „naczyniem” Eikona. Szukając odpowiedniego źródła. Energia przechdziła jednego po drugim, lecz żaden nie był w stanie jej utrzymać i padał martwy na ziemię.  Nim doszła do mojego brata zdążyłem go zasłonić swoim ciałem. Gdy Energia dotknęłą mojego ciała miałem wizję.  Ogromny Eikon wojownika o imieniu Susano. Czułem jego pragnienie ciągłej walki i poszerzania swych umiejętnosci. Widocznie mój zapał i siła się spodobały, gdyż zaakceptował moje ciało i zamieszkał we mnie.
Mój brat przeżył, ale długa niewola dośc mocno zniszczyła jego umysł. Zostawiłem go pod opieka ludzi, którzy mogą się nim odpowiednio zająć. Sam natomiast wyruszyłem w dalszą wędrówkę aby wraz z Susano tepić coraz to nowych przeciwników.


 

Rola: Fizyczno - magiczny wojownik walczacy w zwarciu. Używa wzmocnionych magią kastetów w kształcie pięści z mnóstwem małych kolcy. Dodatkowo wzmacnia je wybranym żywiołem: Ogień, lód, powietrze. Może je tez ewentualnie zatruć używając fiolki z trucizną.

Summon/Inwokacja: Susano – inwokacja.
Umiejętności:
1: Mistrzowskie władanie brońmi naręcznymi.
2: Wyczucie zagrożenia
3: Ryk bojowy - Wydobywa z siebie nieludzki ryk paraliżujący wrogów na kilka chwil. Słabi przeciwnicy moga zemdleć ze strachu. Normalni uciekną, inni moga zostać na krótką chwilę oszołomieni/zdezorientowani. Zasięg około 10 metrów.

Zaklęcia/Techniki:
1: Nadanie broni mocy żywiołu: Ogień, lód, powietrze
Wyjasnienie:
Ogień - otacza broń naręczną ognistą powłoką na pewien czas. Dodaje obrażenia od ognia.
Lód - Od broni naręcznej emanuje zimno raniące przeciwników. Po udanym ciosie, miejsce uderzenia jest lekko odmrożone. Kilkukrotne trafienie może spowodować poważne odmrożenia.
Powietrze - z broni naecznej wydobywają sie silne smugi wiatru. Przy każdym uderzeniu przdeostają się przez pancerz rozcinając skórę i sprawiając, że cel krwawi. Może być też uzyte jako atak dystansowy w celu zachwiania wrogiem, bądź zadania nieznacznych ran
2: Stworzenie fali energii zdolnej przemierzyc 10metrów. Efekt słabnie w drodze.

Ekwipunek:
0: Plecak na klamrze (jednym ruchem można odpiać i zrzucić cały plecak)
1: Butelka miodu pitnego
2: Odzienie na drogę (na sobie)
3: Płaszcz chroniący przed pogodą i słuzący za posłanie
4: Suchy prowiant na 5 dni
5: Krzesiwo z chubką.
6. Żeliwny garnek
7: Mapa krainy
8: 1000 Gili

Poziom postaci: 1


Ostatnio zmieniony przez Shadus dnia Czw Lis 15, 2018 9:37 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Moriyan
Admin
avatar

Liczba postów : 18
Join date : 30/10/2018

PisanieTemat: Re: F’shad Nunh - Wojownik walczący w zwarciu magią i nie tylko   Sro Lis 14, 2018 7:49 pm

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://grimelgard.forumotion.com
Shadus

avatar

Liczba postów : 6
Join date : 04/11/2018

PisanieTemat: Re: F’shad Nunh - Wojownik walczący w zwarciu magią i nie tylko   Sro Lis 14, 2018 8:10 pm

W swej przenikliwości, i zastanowieniu wielogodzinnemu uracze odpowiedzią: Ok.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Moriyan
Admin
avatar

Liczba postów : 18
Join date : 30/10/2018

PisanieTemat: Re: F’shad Nunh - Wojownik walczący w zwarciu magią i nie tylko   Sro Lis 14, 2018 9:44 pm

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://grimelgard.forumotion.com
Sponsored content




PisanieTemat: Re: F’shad Nunh - Wojownik walczący w zwarciu magią i nie tylko   

Powrót do góry Go down
 
F’shad Nunh - Wojownik walczący w zwarciu magią i nie tylko
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Grimelgard :: Informacje :: Karty postaci-
Skocz do: